Królestwo czarnego łabędzia

Bracia Strugaccy w końcu doprowadzili mnie do przeziębienia i osłabienia, które pomogło mi lepiej ich zrozumieć. Chociaż nie sami, wydatnie pomogła im pogoda i zbyt mała ilość snu. W końcu w stanie kiedy co chwilę zasypiałam i budziłam się po kilku godzinach udało mi się przebrnąć przez ich „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”. Kolejny raz przyszedł czas na zmianę tematyki.

Lee Carroll – Królestwo czarnego łabędzia, było również jednym z moich przypadkowych zakupów. Przypadkowym, ale całkiem udanym. Czasem odejście od grona ulubionych autorów może być nawet dobrym pomysłem. Według informacji wydawniczych na okładce Lee Carroll to małżeństwo – Carol Goodman i Lee Slonimsky – piszące pod wspólnym pseudonimem. Według tych samych informacji „Królestwo czarnego łabędzia” jest pierwszą częścią trylogii. O ile nie zapomnę o tym, zapewne sięgnę po kolejne tomy. Jakiś mały niedosyt pozostał. Chociaż połączenie świata magii ze współczesnym Nowym Jorkiem wydaje się być mimo wszystko nieco naiwne. Ba, powiedziałabym nawet, że zbyt cukierkowe. Choć nie brak tu tradycyjnej wręcz walki dobra ze złem to przynajmniej dla mnie nadal wszystko jest w tej książce takie miłe, bajkowe, niegroźne. Może to zasługa odwołań do „Snu nocy letniej” i legend, a może po prostu potrzebuję silniejszych i bardziej brutalnych wrażeń.

A jednak czasu spędzonego przy tej lekturze nie żałuję i uważam za całkiem udanie spożytkowany. Stwierdzam nawet, że przyjemnie mogłoby się oglądać ekranizację. Ot, miła odmiana i oderwanie od dnia codziennego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *