Challenge completed: 50%

Edge_of_Destiny_coverZgodnie z moim prywatnym wyzwaniem na ten rok z półki do rąk trafiła pierwsza z dwóch książek, które miałam zamiar przeczytać w oryginale. Będę szczera, wyzwanie powstało niejako na poczekaniu, a nie na bazie jakichś wyższych celów. Chciałam czy nie, akurat dwie wybrane przeze mnie książki mogą się zbyt prędko nie ukazać przetłumaczone na naszą rodzimą mowę. A wszystko to za sprawą Wydawnictwa Dwójka Bez Sternika, które zwinęło żagle, a które wydało swego czasu pierwszą książkę osadzoną w znanym z Guild Wars i Guild Wars 2 świecie Tyrii – „Duchy Askalonu”. Tak oto przyszło zamówić dwa tytuły prosto z Wielkiej Brytanii, swoją drogą jak na transakcję bądź co bądź międzynarodową całkiem sprawnie to przebiegło (i przede wszystkim taniej niż szukając u rodzimych pośredników).

Szczerze mówiąc dopiero dodając książkę do swojego katalogu zauważyłam, że jej autorem jest ten sam człowiek, który popełnił niezbyt szczęśliwą trylogię Wojen Krwi ze świata Planescape. Odrobinę przystopowało to mój zapał, bo z całym szacunkiem, ale tamtą trylogię ledwo da się strawić. A ja tu dodatkowo podniosłam poprzeczkę wybierając tekst całkowicie w języku Shakespeara…. Ale od początku.

„Edge of Destiny” zabiera nas w czasy sprzed fabuły Guild Wars 2. Książka zbiera w całość, porządkuje i okrasza narracją historię szóstki, a wręcz siódemki, bohaterów, członków Destiny’s Edge,  których w samej grze poznajemy już jako naszych mentorów, i o których wyczynach możemy się dowiedzieć z dialogów z nimi samymi, bądź z innymi bohaterami niezależnymi (no dobra, można też iść na łatwiznę i sięgnąć do wiki). J. Robert King pozwala nam poznać ich jeszcze zanim się wsławili.

Po lekturze już nawet pierwszych rozdziałów od razu stwierdziłam, że tym razem autorowi poszło znacznie lepiej. Być może Planescape go przerosło, wszak nie jest łatwym, prostym i przyjemnym uniwersum. J. Robert King zaskoczył mnie nawet humorem, szczególnie w wymianach zdań między Rytlock’iem a Logan’em. Całą książkę czytało się przyjemnie, mimo braku tłumaczenia i mogę ją polecić, ale z jednym solidnym „ale”. Mimo wszystko jest przeznaczona raczej tylko dla osób, które miały okazję pograć w Guild Wars 2. Oderwana od gry straci zbyt wiele. Zresztą nie oszukujmy się, książki oparte na grach zwykle nie są zbyt mocne same w sobie, stanowią miłe uzupełnienie świata i fabuły gry, ale odseparowane od „statku matki” robią się po prostu słabe. Obawiam się, że i tym razem nie byłoby inaczej.

„There’s hyenas in the water!” Logan warned. „Just killed one.”
„Got one of my own.”
„Snap it’s neck!”
„Do they float when they’re dead?”
There was a silence. „How would I know?”
„You just killed one. Did it float?”
(…)
„I’ve got two hyenas now.”
„Snap their necks!”
„Do they float?”
„You’re ridiculous!”
„You’re both ridiculous,” interrupted the sylvari.
„You survived?” Rytlock yelled. „Damn.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *