Elementalista

elementalist-iconFuck you I’m an ele czyli FAQ „Adam Słodowy zrób to sam – gram ele i czerpię z tego przyjemność”

Gwoli ścisłości i wprowadzenia – poniższy tekst powstaje z perspektywy osoby, która tak naprawdę dopiero przy GW2 poważnie podeszła do zabawy z czymś co można nazwać klasą magiczną. Wcześniejsze przygody raczej w znacznej większości polegały na zabawie w support, healera czy coś pomiędzy nimi, co przynajmniej w niektórych przypadkach wiązało się z niesamowitą przeżywalnościa (Full Support High Priest w Ragnaroku FTW!) ale i praktycznie zerowymi obrażeniami. Chyba nie muszę dodawać, że styl gry i nawyki niemal nieśmiertelnego supporta kompletnie nie pasują do elementalisty? Stąd potrzeba było ładnych paru miesięcy a nawet sporej przerwy i przesiadki na guarda żeby znaleźć odpowiedni przepis na ele. Ale dość tych wstępów, czas na kilka wskazówek.

Po pierwsze i najważniejsze, a zarazem niezależne od tego czy wybierasz ele, warka czy thiefa to dobra zabawa. Baw się swoją postacią i miej z tego autentyczną radochę bo inaczej nic z tego nie wyjdzie i skończy się na psuciu humoru sobie i innym. Proste, czyż nie?

Po drugie (i w zasadzie też tyczące się każdej wybranej klasy) nie kopiuj gotowych buildów. W 90% przypadków użycie czyjegoś rewelacyjnego gotowca okazuje się być kompletną porażką z jednej prostej przyczyny – każdy z nas jest inny i każdy ma inny styl rozgrywki. To co dla jednego sprawdza się i jest wręcz genialne – dla kogoś innego będzie tylko mordęgą. I tak, wiem coś o tym, jeden jedyny raz dałam się namówić na użycie czyjegoś buildu elementalisty. Efekt końcowy – ele stała się dla mnie niegrywalna i odstawiłam ją na kilka miesięcy na rzecz guarda.

Po trzecie. Jesteś ele =/= jesteś głównym dpsem. Bolesne? Cóż… Arena niestety pokazała nam nasze miejsce w szeregu i raczej nie jest ono związane z byciem najlepszym dpsem. Zwykły warek bez większego wysiłku osiąga dużo większe obrażenia, parę innych klas też ma w tej kwestii przewagę. Ale żeby nie straszyć – nie jesteśmy na końcu listy, po prostu w stosunku do chociażby warka ele musi dużo więcej nakombinować i użyć paru skilli w odpowiedniej kolejności żeby zobaczyć naprawdę spore i sympatyczne cyferki.

Po czwarte. Zdecyduj czego tak naprawdę oczekujesz i dopiero wtedy myśl jak to osiągnąć. Sprawdź jak wyglądają skille z poszczególnych broni, oceń który dystans jest najwygodniejszy. Chcesz być kimś na kształt typowego castera? Bierz staff i trzymaj się możliwie daleko. Lubisz szybką walkę z zwarciu ze sporą ilością uników i częstą zmianą żywiołów? Dwa sztylety już się uśmiechają. Chcesz czegoś pomiędzy, co pozwoli zachować dość spory dystans a jednocześnie da możliwość użycia paru sympatycznych dla oka skilli generujących duże jednostkowe obrażenia? Spróbuj sceptera i daggera. Scepter pozwoli trzymać się nieco dalej, sztylet da możliwość użycia skilli takich jak Fire Grab czy Churning Earth a w krytycznej sytuacji podratować siebie i innych przy pomocy Cleansing Wave. Jednocześnie pamiętaj, że żadna z tych opcji nie jest w 100% uniwersalna i w pewnych sytuacjach lepiej będzie się przestawić np ze staffa czy daggerków na scepter. Chyba, że lubisz ginąć od własnego fireballa ;) (tak, wszystko co odbija pociski jest bolesne) lub zabijać się dzięki retaliation przeciwnika. Tak samo pamiętaj, że przesiadka między broniami może być początkowo bardzo bolesna i wymagająca nieco wprawy i ogrania. Za to ile śmiechu może wywołać źle użyty Ride The Lighting czy Burning Speed na sztylecie lub Burning Retreat na staffie ;) (myślę, że kilka osób może mi wypomnieć lądowania z telemarkiem chociażby na fraktalu z Colossusem).

Mój osobisty przepis na ele w sosie własnym to takie wypośrodkowanie traistsów, żeby nadawały się do używania z różnymi zestawami broni. Dzięki temu mogę szybko dostosować się do sytuacji i zmieniając jedynie broń i armor całkowicie zmieniać styl rozgrywki bez większego uszczerbku na zdrowiu psychicznym swoim i współgrających.
Domyślnie korzystam z zestawu dwóch sztyletów. Kilka miesięcy spędzonych w roli castera wystarczyło żeby chcieć jakiejś zmiany. Dzięki temu zyskuję potworną mobilność, dynamikę walki i czasem paradoksalnie – większą przeżywalność.
Są jednak sytuacje, kiedy wskazany jest spory dystans. Wtedy czas sobie przypomnieć o staffie i zestawie czystego berserka (być może to herezja, ale tak – można przetrwać w typowym berserku). Tak samo są sytuacje kiedy korzystanie ze skilli będących pociskami kończy się niczym więcej jak czystym zgonem, wtedy z pomocą przychodzi scepter i zależnie od tego na ile trzeba wspomóc resztę – zestaw armoru albo przygotowany do używania ze sztyletami, albo drugi nastawiony na healing power.
W każdym z przypadków w utility ląduje chociaż jeden tzw. „dupochron” (opatentuję chyba to określenie), chociażby po to żeby w krytycznej sytuacji np. przy próbie podniesienia kogoś z ziemii dać sobie przynajmniej kilka sekund spokoju. Do tego najczęściej dostosowane do sytuacji sygnety, glyf dający mi dodatkową obszarówkę (w końcu tych jako takich na sztyletach nie ma nadmiaru) albo w specyficznych warunkach przywoływanie małego elementala czy nawet wskrzeszanie, chociaż za tym ostatnim aż tak nie przepadam.

O czym należy pamiętać na zakończenie. Nawet najlepiej przygotowany ele nie raz i nie dziesięć razy zdechnie w mniej lub bardziej głupich okolicznościach. Zarówno sam ele jak i towarzyszące mu inne klasy muszą sobie zdawać sprawę z tego, że nie jesteśmy nieśmiertelni. Nie denerwujcie się ani sami na siebie, ani na ele w party (no chyba że leży 99,99% czasu) bo to i tak nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Good luck and may the arcana be with you.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *