Fraktale – słowem wstępu

fractalsFraktal (łac. fractus ? złamany, cząstkowy, ułamkowy) w znaczeniu potocznym oznacza zwykle obiekt samo-podobny (tzn. taki, którego części są podobne do całości) albo „nieskończenie subtelny” (ukazujący subtelne detale nawet w wielokrotnym powiększeniu). http://pl.wikipedia.org/wiki/FraktalFotM, Fractals of the Mists, czy po prostu Fraktale… na pewno nie są nieskończenie subtelne. Nieskończenie bolesne, owszem, potrafią być. Ale wystarczy odrobina ogrania, opanowania, szczypta szaleństwa i zapas poczucia humoru, a jakoś to będzie.

Przede wszystkim:

Tak, tak, nie mogłam sobie odmówić. Ale co trzeba przyznać – drużyna to podstawa. Nawet nie pod względem doboru klas, choć ten jest dość ważny, ale przede wszystkim ludzi. Nie raz i nie dwa włosy z głowy rwałam trafiając na jakiegoś przypadkowego Francuzika, który nie dość, że sam wręcz sabotował całą wyprawę to jeszcze groził mi rozbiciem czaszki… Załóżmy jednak, że wszelkich psychopatów, niereformowalne marudy i płaczliwe, pełne żalu do świata emo odsialiśmy i udało się pozbierać pięcioro jakby to ładnie ująć… ah tak, pięcioro dzielnych poszukiwaczy wrażeń. W tym momencie można zacząć myśleć o wyborze odpowiednich klas.

Po pierwsze i zawsze, ale to zawsze najważniejsze. Najlepszym zestawem klas jest zestaw, na który składają się ludzie dobrze czujący się ze swoimi postaciami. Ograna osoba, która zna możliwości swojej postaci i potrafi nią wyczyniać naprawdę cuda nawet posiadając przeciętny i na pierwszy rzut oka do niczego nie nadający się build jest warta zdecydowanie więcej od kogoś, kto nie cierpi swojej klasy, ale gra nią bo dowiedział się, że jest rewelacyjny build, który kosi wszystkich. Serio, serio…

Po drugie… precz z monotonią, niech żyje urozmaicenie. Innymi słowy – większa różnorodność klas daje większe pole do popisu, łatwiej dostosować się wtedy do zmiany sytuacji i strategii. Łatwiej też o efekt synergii. Dajmy na to najłatwiejszy przykład, który przychodzi mi do głowy – nekromanci, sztuk dwie, powiedzmy obaj nastawieni na obrażenia zadawane kondycjami.  Tracą dobrą połowę swoich możliwości. Ale wystarczy, że jeden z nich będzie zamiast kondycji nastawiony na czyste obrażenia i nagle obaj rozwiną w pełni skrzydła. Poza tym warto czasem wykorzystać dość unikalne właściwości pewnych klas. Ot, chociażby rozgarnięty thief w wielu miejscach podkradając się potrafi nam zaoszczędzić połowę wysiłku, a i chaotyczny mesmer swoimi trikami czasem znacznie ułatwi i uprzyjemni rozgrywkę.

Po trzecie. O ile na samym początku fraktalowej przygody nie ma to większego znaczenia, o tyle wraz ze wzrostem poziomu trudności.. rośnie zapotrzebowanie na support lub chociaż pół-support. Naprawdę, w pewnym momencie ważniejsza jest przeżywalność całej ferajny niż to, czy zabiją kogoś w 5 minut, czy 5:15. Osobiście w takim bardzo ogólnym zarysie przyjmuję następującą regułę: poniżej 10 poziomu fraktali nie ma znaczenia czym kto gra, wszystko i tak da się zrobić, od 10 do 20 można się obyć bez supportu, ale powoli należy już uważać i wspierać się wzajemnie, od 20 myślimy o posiadaniu kogoś kto nam podratuje kuperki kiedy zrobi się za ciepło, w okolicach 30 bardzo lubimy posiadać w zestawie guardiana, a powyżej 30 całujemy go po rękach, że miał ochotę się z nami wybrać. Albo jak nie przymierzając ja idziemy na łatwiznę i po prostu sami jesteśmy supportem.

Oprócz ustalenia składu personalnego należałoby jeszcze zarezerwować sobie od 40 minut do 10 godzin wolnego czasu i przygotować zapas substancji odżywczo-wspomagających (żeby nie powiedzieć głośno – schłodzone piwo mile widziane). Tak przygotowani możemy usiąść i dać się wciągnąć w nasze „nieskończenie subtelne” fraktale. Ale o szczegółach może innym razem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *