Igrzyska głodnych królów

Początkowo ktoś mnie zaraził „Grą o tron”. Później ja tą epidemię rozniosłam dalej – obecnie pół działu zaczyna tydzień od „masz już nowy odcinek?”, po to aby następnego dnia zaraz po przywitaniu się zacząć rozprawiać o tym, co oglądaliśmy. Mnie samą wciągnęło to na tyle, że sięgnęłam również po książki. O ile pierwszy tom mimo sporej przyjemności z czytania nieco u mnie przeleżał na półce ustępując chwilowo kolejki wielu innym tytułom, o tyle z drugim poszło już całkiem gładko. Chociaż tu „winowajcą” najprawdopodobniej jest fakt, że strasznie dopingował mnie drugi sezon serialu. W końcu obiecałam sobie, że obejrzę go dopiero po przeczytaniu książki. I dobrze, bo jakby nie patrzeć scenarzyści nieco zmodyfikowali fabułę na swoje potrzeby, nie zawsze w sposób, który by mi się podobał. Czytaj dalej

Atroficzny stalker

„So many books, so little time”. Ostatnio czytanie w tygodniu staje się dla mnie bardzo niedostępnym luksusem. Ale od czego są weekendy jak nie od pełnej regeneracji zarówno fizycznej jak i psychicznej.

Tym razem „na warsztat” poszli ponownie bracia Strugaccy, a na zmianę tematu po nich Lauren DeStefano i „Atrofia”. Ale od początku. Czytaj dalej

Dziedzicznie

Dawno nie pochłonęłam żadnej książki w jeden dzień. Nie licząc może „Kota w stanie czystym” Pratchetta, ale akurat ta pozycja jest na tyle krótka, że w zasadzie można ją potraktować jako dodatek do obiadu. Ale jak się zastanowić, dawno też nie miałam tyle czasu i możliwości zamknięcia się po prostu w swoim własnym świecie. Czytaj dalej

Królestwo czarnego łabędzia

Bracia Strugaccy w końcu doprowadzili mnie do przeziębienia i osłabienia, które pomogło mi lepiej ich zrozumieć. Chociaż nie sami, wydatnie pomogła im pogoda i zbyt mała ilość snu. W końcu w stanie kiedy co chwilę zasypiałam i budziłam się po kilku godzinach udało mi się przebrnąć przez ich „Poniedziałek zaczyna się w sobotę”. Kolejny raz przyszedł czas na zmianę tematyki. Czytaj dalej